Gwiezdne Wojny: Przebudzenie mocy (2015)

I’m your father po raz siódmy już nie robi takiego wrażenia. Miłośnicy sagi zostali podzieleni na dwa obozy – tych, którym się w miarę podobało, bo film garściami czerpie z najlepszych schematów poprzednich części oraz na tych, którym się mniej podobało, bo (no właśnie) film to zlepek najlepszych momentów starszych produkcji z sagi.

Historia nie porywa, szumny powrót Harrisona Forda w roli Hana Solo mógł „zrobić robotę”, ale twórcy nieco po macoszemu potraktowali historię jego związku z księżniczką Leią i to, co stało się z ich synem (ups, spoiler!). Z drugiej strony film ma rozmach charakterystyczny dla gwiezdnego kina. Akcja jak w rollercoasterze, co i rusz humorystyczny kontrapunkt, w miarę sprawnie zarysowani nowi bohaterowie, którzy mocno kontrastują z tymi starymi.

Cóż, ktoś w końcu musi przejąć pałeczkę i poprowadzić do walki Ruch Oporu, który tym razem musi zmierzyć się z Najwyższym Porządkiem AKA dawnym Imperium. Dla zagorzałych miłośników serii pozycja obowiązkowa, która po prostu sprawia dużą przyjemność z oglądania.

 

pm